Posty

1950s college girl

Obraz
   Ostatnio, w sumie całkiem już dawno, moje zainteresowanie historią mody objęło także dekady młodsze: lata 30, 40 i 50 XX wieku. Z początku zakochałam się w latach czterdziestych, pięknych fryzurach (nawet kupiłam sobie wałki! niestety, moje włosy w ogóle nie chcą się kręcić, dodatkowo są zbyt ciężkie, więc chyba muszę je mieć bardzo krótkie, żeby cokolwiek dało się zrobić), watowanych ramionach i spódnicach o idealnym dla mnie kroju. Moda ta jednak wydawała mi się trochę trudna do "zastosowania" w swojej szafie i zbyt oficjalna jak dla uczennicy liceum. Poza tym, jak już wspomniałam, mam problem z kręceniem włosów, a w latach 40 to królestwo mocno skręconych loków. Szukałam więc czegoś lżejszego, bardziej współczesnego i odpowiedniego dla osoby w moim wieku. Tym sposobem odnalazłam na Pintereście zdjęcia studenckiej młodzieży - oczywiście ze Stanów - z lat 40 i 50 (które także ostatnio uwielbiam). To był totalnie mój klimat! Lekko falowane włosy, także spięte w kucyk, sadd...

Planujemy nowy outfit ~ 1895 !

Obraz
   Kto czytał starsze posty wie, że strój na wydarzenia historyczne zaczynam szyć parę miesięcy przed, żeby wszystko dopiąć na ostatni guzik, wykończyć porządnie i nie martwić się o to, że zmarnowałam 5 m materiału na brzydką sukienkę. Korzystając więc z czasu wolnego, który podarował nam pan minister z powodu epidemii pewnego wirusa, znanego wszystkim doskonale, postanowiłam zająć się moją tegoroczną pszczyńską kreacją. Decyzję o tym, co sobie uszyję, podjęłam zadziwiająco szybko - nauczona poprzednimi piknikami, kiedy to poliestrowe tkaniny w połączeniu z upałem skutecznie powodowały moje cierpienia, stwierdziłam, że MUSZĘ jechać w czymś lekkim, bawełnianym lub lnianym, inaczej ugotuję się żywcem. Datowanie pikniku przypada na przełom XIX i XX wieku (dokładnie 1890-1910). Kierując się moją jawną miłością do Ani z Zielonego Wzgórza  i bufiastych rękawów, pierwszym, co wpisałam w Pinteresta było hasło "1890 summer dress". Znalazłam suknię wręcz idealną, bawełnianą, letnią...

XII Bal szkocki

Obraz
   W zeszłym miesiącu wzięłam udział w moim pierwszym balu historycznym, którym, jak wskazuje na to tytuł, był XII Bal Szkocki w Krakowie. Marzyłam o tym od dobrych trzech lat i wciąż trudno mi uwierzyć, że marzenie to spełniłam. Gwiazdy na szczęście mi sprzyjały, więc i termin, i datowanie, okazały się bardzo dla mnie dogodne.    Tematem balu był serial "Outlander", dobrze znany wszystkim kostiumerom i rekonstruktorom. Osiemnastowieczną sukienkę miałam już w szafie, uszyłam ją na VII pszczyński piknik. By trochę tę moją anglezkę odświeżyć, doszyłam z tyłu guziki i tasiemki, którymi "podpięłam" spódnicę tworząc coś na kształt robe a la polonaise (właściwa nazwa tego typu sukni to robe a l'anglaise retroussee). Co do spódnicy spodniej, stwierdziłam, że muszę zrobić nową - stara, poliestrowa zdecydowanie nie wyglądała historycznie, a tym bardziej nie pasowała do szkockich klimatów "Outlandera". Zakupiłam więc brązową bawełnę i z małymi problemami po dr...

Podsumowanie 2018

Obraz
Jako że rok 2018 skończył się niedawno, przydałoby się go trochę go szyciowo podsumować w jednym miejscu. Być może nie był on tak intensywny, jak u innych dziewczyn, ale mimo to naprawdę świetnie się bawiłam!    Zaczęło się od ogarniania sukienki na Pszczynę, która miała być moim Wielkim Kostiumowym Debiutem. Wiadomo, była  bielizna ,  gorset , a później sama sukienka i bonusowo cosplay z musicalu "Hamilton". Wiem, powtarzam się, ale ten piknik okazał się naprawdę spełnieniem moich marzeń i z niecierpliwością czekam na kolejny. Już powoli coś planuję i zaczynam robić, ale o tym kiedy idzie    Później nadszedł czas na jakiś hamiltonowy cosplay dla mnie, co zakończyło się wieeeelką klapą (jak na razie) i o czym możecie poczytać tutaj :  jak nie szyć sukienki    Po tej jakże dramatycznej porażce zrobiłam sobie trochę szyciowej przerwy, by we wrześniu powrócić z wielką mocą, a dokładniej zaczynając ni to rekonstrukcję, ni to moją włas...

Szybka aktualizacja i co ostatnio wyszło spod stopki maszyny

Obraz
Wiem, wiem, trochę mnie nie było, i szczerze mówiąc jeszcze trochę mnie nie będzie-na dobre przepadłam w szkolno-konkursowym wirze. Postaram się jednak coś tutaj robić, a jeśli nie tu, to na Instagramie, na który zapraszam. Dzisiaj z racji goniącego mnie czasu (książka do przeczytania na konkursik z polskiego :3) chciałabym pokazać i opisać Wam na czym aktualnie stoję w szyciu. Z "większych" rzeczy ostatnio uszyłam sobie dwie genialne spódnice. Wiecie-długość za kolano, ładne, grube materiały i jedne z moich ulubionych krojów(takich w stylu retro można powiedzieć). Jestem naprawdę z siebie dumna, może napiszę kiedyś coś o tym, chociaż nie do końca wpisuje się w tematykę bloga. Moja sukienka z 1797 roku też powolutku sobie powstaje. Gotowy jest cały stanik, nie licząc dziurek na wiązanie. Marszczenia z przodu wykończyłam i przyszyłam do przedniego panelu spódnicy. Zostały do zrobienia tylko te nieszczęsne dziurki, za które jakoś nie mam ochoty się zabierać :P, plisy z ty...

Duńska suknia ślubna z 1797r.

Obraz
Pierwszy września już dawno za nami, co oznacza, że umieranie  szkoła na dobre się zaczęła. Nie mam zbyt wiele czasu, na szycie, jak to z nauką bywa, ale coś sobie powoli dziubię. Opowiem wam, co. Podobną sukienkę zobaczyłam gdzieś na blogach rok temu i od razu bardzo mi się spodobała. Poszperałam i znalazłam. Doszłam do wniosku, że taka kiecka przyda mi się i na jakieś reko, i na bal (na które i tak nie pojadę hyhy). Kupiłam tkaninę, wydrukowałam wykrój, a teraz spokojnie sobie coś tworzę. źródło Sukienka znajduje się w zbiorach Duńskiego Muzeum Narodowego tutaj link do opisu sukienki  (a z boku na czerwono jest link do wykroju . Opisana jest jako suknia ślubna z 1797 roku. Próbując tłumaczyć opis na stronie muzeum (napisany oczywiście po duńsku) nie doszłam do niczego konkretnego (pozdrawiam tłumacz google). Na szczęście z pomocą przyszedł  teeeeen post . Autorka opublikowała naprawdę przydatne zdjęcia detali i po angielsku opisała proces szycia. Moj...

Jak NIE szyć sukienki

Obraz
Żyję! I mam się bardzo dobrze.   Jak zapewne wiecie, zaczęłam szyć cosplay Elizy Schuyler z Hamiltona. Tia... Zaczęłam. Od początku w sumie coś szło nie tak. Teraz sukienka leży w pudle, może kiedyś ją naprawię, ale pewnie po prostu wyrzucę, a spódnica będzie robiła za halkę. znowu przepraszam za zdjęcia, ale w moim pokoju nie mam dobrego miejsca, do tego podłoga jest krzywa i Żanetka nie stoi prosto. Jakby jeszcze to nie wystarczyło, rozładował mi się aparat:( upięłam to jakoś, żeby wyglądało, ale jest niemiłosiernie krzywo jedno z wielu niechlujnych miejsc a tutaj proszę bardzo nieskończone wszywanie fiszbin    Postanowiłam podzielić się tu moim doświadczeniem, ku przestrodze innych. W kilku punktach wyodrębnię najważniejsze sprawy. Mam nadzieję, że komuś się to przyda #1 Nie kupuj tkaniny w internecie, co do której masz wątpliwości.    Lepiej naprawdę pojechać do sklepu z tkaninami, a jeżeli nie ma poszukiwanego materiału, chociaż ...