czwartek, 1 lutego 2018

Zmiany

*uwaga, zmieniłam wygląd bloga, bo był już dla mnie trochę zbyt cukierkowy. Nie znam się na tym kompletnie, mam nadzieję, że nie jest aż tak źle. (co ja się oszukuję, wygląda koszmarnie xd). Tyle mam do powiedzenia, kurtyna*

niedziela, 28 stycznia 2018

Styczniowy update

   To dzisiaj tak krótko, pokażę Wam tylko, co uszyłam ostatnio.
 
   O XVIII wieku gadam ostatnio cały czas, bo a) "wielkimi krokami" zbliża się Piknik w Pszczynie (nawet nie znam daty loool), a przez ostatnie kilkanaście miesięcy wyjazd na niego jest moim największym marzeniem, więc trudno, musicie znieść moje ględzenie o tym :* b) Hamilton: The American musical (wpiszcie sobie w google-serdecznie polecam wszystkim) i c) po prostu mi się podoba.

    Świadoma tego, że pewnie nie znajdę czasu, a do uszycia jest kupa rzeczy (co będę tutaj w miarę możliwości relacjonować), już zaczęłam coś robić. Mianowicie:
-bum pad/roll (sama nie wiem czym ten mój stwór jest ostatecznie)
-halka



wykrój, gdyby ktoś chciał (sama nie wiem jak udało  mi się to narysować *,*)


   Moją poduchę prezentuje panna Żanetka (została ochrzczona tak przez mojego tatę, nie miałam nic do gadania xd). Historia, jak ta uboga dziewczyna z prowincji dostała szansę na noszenie strojów rodem z królewskiej garderoby jest zbyt długa i nudna, żebym Wam ją opowiadała. Bohaterka natomiast nie wydaje się zbyt chętna, aby zrobić to sama. Opowieść więc przemilczymy, powiem tylko, iż Żanetka jest szczęśliwa będąc moim wieszakiem na swetry <3.

   Co do samej poduszki: nie wiem, czy mam ją zaliczyć do bum padów czy bum rollów xddd. Ale to chyba nie jest takie ważne. Uszyta z jakiegoś dziwnego materiału (tego samego, co mój regencyjny stays, ale o tym innym razem), wypchana starymi szyciowymi grzechami.





   A to halka jest, wzięłam po prostu kawał prześcieradła, zszyłam z jednej strony (ale nie do końca), tak, żeby została dziura, aby móc do kieszeni sięgnąć (kieszenie na razie się haftują). Z drugiej strony nacięłam, żeby też była dziura. "Piękne" pilsy to zasługa pomocnej Żanetki, niewyprasowana halka to już moja wina (przepraszam). Wiązanie to dwa kawałki białej wstążki zaszyte w tunelach. 
   Przy tych dziurach źle się układa, bo wycięłam równy prostokąt, przez co tył był krótszy (bo bum pad). Podwinęłam więc trochę więcej na górze, i tak się zrobiło. Ale nie ważne, to tylko halka.

Czyli do uszycia zostały mi:
-stays
-kieszenie
-czepek
-robe a'langlaise (a jednak!!!! koncepcja się zmieniła, zamiast pierrota będzie anglezka, bo chyba prostsza do uszycia)
-fichu

No i jeszcze na dodatek pełny męski mundur, ale to nie ważne xd.


coming soon...

Mam ostatnio dużo pomysłów na posty, nie wiem jednak jak to będzie z lutym, bo mam wtedy ferie i wyjeżdżam na prawie całe 2 tygodnie :D. Ale na pewno kiedyś napiszę to wszystko, co chcę.

A jak tam Wasz styczeń? Udało się coś uszyć?

sobota, 13 stycznia 2018

Drogą na Zielone Wzgórza-edwardiańska sukienka dziecięca

  (Uwaga uwaga, post był pisany pół roku temu, przepraszam za idiotyczne wyrażenia, błędy, itd... Wiadomo, o co mi chodzi ;)
Zdjęcia bez twarzy bo tak naprawdę na każdym wyglądałam źle.)

Po długich miesiącach mniej lub bardziej intensywnej pracy, mogę stwierdzić, że to coś trzyma się kupy, co więcej, podobno jest nawet ładne.


  Jako pierwszy projekt w mojej kostiumowej karierze wybrałam dziecięcą sukienkę z lat 90 XIX wieku (pisałam o tym w tym poście). Nie wiem dlaczego, na początku był plan zaczynać od regencji, uszyłam nawet szkaradne chemise i halkę, ale  w końcu padło na "Anię". Stwierdziłam, że jak nie teraz, to nigdy, bo później będę za stara, a dorosła panna nosząca dziecięce ubranie to widok co najmniej gorszący. Chyba też od zawsze chciałam mieć właśnie taką wiejską, edwardiańką sukienkę. Poczuć się jak bohaterka książki i pobiegać boso w tejże sukience po łące o poranku. Z biegania nic nie wyszło, tak samo jak z innych zabaw, o których dawniej marzyłam, ale sukienkę mam.


   Gdybym miała wskazać datowanie, powiedziałabym, że wyszedł taki 1898, bo ani to do końca wiktoriańskie, ani  edwardiańskie

   Sukienka jest uszyta z bawełnianej błękitnej tkaniny w białe kwiatki( żart to poszwa na kołdrę z SH). Bufki nie wyszły one dokładnie tak, jak chciałam, ale samodzielnie przekształciłam wykrój i o dziwo nie jest to tragedia. Chociaż rękawy trochę krępują mi ruchy.
Stójka też jest ciasna, bo chyba za bardzo coś skróciłam, jak robiłam zapięcie (w ogóle nie mam pojęcia, jakim cudem to istnieje, bo robiłam na podstawie moich "profesjonalnych obserwacji").
Ale moim zdaniem całość wygląda nieźle, choć jest trochę przyciasne. Szkoda mi też, że miałam tak mało tkaniny, zrobiłabym ładniejszą spódnicę.


  Fartuszek jest lepszy. Chyba. Z prześcieradła (cóż za zaskoczenie!).
Jest zapinany z tyłu na guziki. Nie ma rękawów, a podwijanie półokrągłych brzegów idzie mi co najmniej źle (gdybym tylko umiała zrobić lamówkę). Więc jest (bardzo) krzywo wykończony. Na szczęście nie widać tego z daleka.
Wzorowałam się na fartuchu Diany z "Ani...".  Głównie podobieństwo to to okrągłe coś z przodu. Dodałam też koronkę. Bo tak.

   Pod spodem mam oczywiście chemisepantalony i halkę. Przepraszam za bose stópki, ale nie posiadam ani pończoch, ani butów :'(.

Szycie tego wszystkiego sprawiło mi wiele radości. Przyjemnie było tak "przenosić się w czasie". Jak dla mnie efekt końcowy jest naprawdę zadowalający, wszystko zrobiłam sama, bez niczyjej pomocy (babcia tylko pokazała, jak obszyć dziurki na guziki). Wiem, że nie jest idealnie, ale przyznajmy się, nigdy nie będzie. Dzięki pracy nad tym projektem zrozumiałam wiele rzeczy, które przydadzą mi się w dalszym tworzeniu i pisaniu bloga :D.

To ten, żegnam się z wami na razie.



sobota, 30 grudnia 2017

Podsumowanie 2017

No to mamy koniec roku xd. Nawet nie wiem, kiedy to minęło. Pamiętam, jak w zeszłe święta (w sensie te w 2016) szyłam swoją pierwszą regencyjną halkę... W sumie to nic się nie zmieniło, teraz też szyłam, tylko sukienkę.
   Miałam napisać o Żanetce, o nowych regecyjnych rzeczach, które zrobiłam, ale kurcze, nie mogłam się jakoś zmotywować. Nie wiem czemu.

   Okazuje się, że jedynymi rzeczami które uszyłam w tym roku były sukienka Ani Shirley i ta nieszczęsna regencyjna kiecka, która czeka na zdjęcia xd.
   Od razu mówię: post o Ani będzie, nie wiem kiedy, czeka od lipca (sama nie wiem dlaczego w końcu tego nie wstawię xd), ale będzie, obiecuję. Tymczasem wrzucam tu mały smaczek, patrzcie, jak mi wyszło:


Buźkę ucinam bo brzydka xd
To teraz trochę poważniej: 
   To był dobry rok. Tyle się zmieniło, tyle się wydarzyło. I tych fajnych rzeczy, i tych złych. Chociaż faktycznie było wiele przykrych chwil, to podobało mi się. Naprawdę. 

   A jakie plany na przyszły rok? Osiemnasty wiek xddddd. Jak tylko zamówię materiał na stays to zaczynam robotę, bo dużo trzeba uszyć, a czasu nie ma tak dużo (no ponad 5 miesięcy to w sumie dużo czasu, ale skoro ja w ciągu roku uszyłam tylko dwie sukienki to może być problem). A później nie wiem co. Zobaczy się.
   I na pewno muszę wziąć się do roboty, bo jak na razie to zamiast robić coś konkretnego, to siedzę na pintereście i oglądam meme z Hamiltona xd

***

źródło

Chciałabym jeszcze z tego miejsca życzyć Wam szczęśliwego Nowego Roku, żebyście robili to, co kochacie, żeby wszystkie Wasze marzenia się spełniły, żadnych zmartwień, samych radosnych chwil, mniej złamanych igieł w maszynach, więcej czasu na szycie, no nie wiem czego jeszcze, nie jestem w tym dobra. W każdym razie, żeby ten nowy rok był tysiąc razy lepszy niż stary i wszystkiego, co najlepsze :D


P.S.
Przepraszam, że tak chaotycznie dzisiaj, ale nie umiem myśli pozbierać w ogóle. Mam nadzieję, że jednak jakiś sens w tym znajdziecie, miłego dnia, papa <3

sobota, 9 grudnia 2017

Zbiór myśli z ostatniego czasu.

   Nie mam pojęcia jak zacząć. W listopadzie nie było posta, przepraszam, ale miałam urwanie głowy ze wszystkim i jakoś tak wyszło po prostu :/. Na szycie też zbyt wiele czasu nie miałam, bo te konkursy, a za miesiąc kolejne.Udało mi się coś uszyć od wakacji, postaram się za niedługo obfotografować to i moją nową przyjaciółkę Żanetkę (odpowiedzi kim może być owa Żanetka proszę pisać w komentarzach).

   Życie toczy się, i toczy, dni mijają i nie zdążyłam nawet zauważyć, że minął już rok od uszycia mojej pierwszej chemise (o ile to paskudztwo można tak nazwać). Prawie codziennie przyłapuję się na myśleniu o rzeczach, które minęły, zapominając o teraźniejszości. Grudzień i listopad są miesiącami takiego dziwnego odrealnienia, tęsknoty i zadumy. Ciężko mi pozbierać myśli. Nie umiem znaleźć sensu w niczym, co robię. Za niedługo święta, najlepszy i najgorszy czas w roku, bo z jednej strony cudowne chwile, a z drugiej przytłaczająca świadomość przemijania.

   Kompletnie nie wiem co ze sobą zrobić. Nie mogę się do niczego zmotywować. Każdego tygodnia postanawiam coś zmienić. Na szczęście choć trochę z tych postanowień udaje mi się wcielić w życie. Powoli idę do przodu :D. W grudniu chcę skończyć pewien projekt szyciowy (coming soon  jak zrobię zdjęcia) i  ogarnąć się z osiemnastowiecznymi planami. Postaram się dodać chociaż jeden post, co z tego wyjdzie, nie wiem. Chciałabym też w końcu zacząć coś pisać, bo jedyne co udało mi się stworzyć to jakieś kilka wierszy. Życie jest głupie.

   Serdecznie pozdrawiam tych, którzy to wszystko przeczytali, do zobaczenia za niedługo (mam nadzieję). I trzymajcie za mnie kciuki, żebym zrobiła wszystko, co chcę zrobić.

To ja.
James Tissot, "Hide and Seek" (Detail) 1880-2 źródło
P.S,
Lubię strendżer fings.

środa, 18 października 2017

Łiszlista

Wena twórcza razem z czasem na szycie poszły sobie gdzieś, a teraz pewnie piją szampana i śmieją się z mojego zaniedbanego blożka. No trudno.
   Może głupio trochę się tłumaczyć, czemu mnie nie było, ale wiecie, przyszedł wrzesień, trzeba było zmienić tryb z wakacyjnego na szkolny, powieści wylądowały na szafce i czekają na wolny weekend, a zamiast nich na biurku zagościły podręczniki. Przyznam, że było to dla mnie trudne, bo starzy romantyczni koledzy poszli w odstawkę, a nowi tacy jacyś nieciekawi i zbyt naukowi, ale co zrobić.
   Do tego ambitna ja stwierdziła, że pójdzie na dwie olimpiady, bo luzik, da sobie rade.
I w konsekwencji tego moje życie to teraz poniedziałkowe oglądanie Outlandera (<3), nauka historii, wkuwanie do sprawdzianów i myślenie o
tychtrudnychidziwnychwierszachnakonkurszpolskiegooooo   
(włącznie z wkurzaniem się na Mickiewicza za jego chorą Odę do młodości i śmieszkowaniem ze Słowackiego), i innych nieciekawych rzeczach.
(tak naprawdę to nie powinnam pisać tego posta, tylko się uczyć xp)
(za dużo nawiasów xpxp)

   I tak to wygląda. Na żadnym evencie wiadomo, nie byłam, a jedyne co w ostatnim czasie wyszło spod moich paluszków i stopki maszyny to haft na osiemnastowieczną kieszeń i przerobiona, jeszcze nie skończona regencyjna halka (do tego mam jeszcze stays i chemise ale to kiedy indziej)
   Ale czasem lubię sobie pomyśleć. O przyszłorocznej Pszczynie (lol pewnie i tak nie pojadę ale pomarzyć można) i o innych sukienkach, które kiedyś uszyję. Stąd ten post.

   Generalnie to wszyscy (prawie xd) robią coś zwanego "Sukienkową wishlistą". No to ja nie będę gorsza (a skoro ostatnio nie mam żadnego pomysłu, o czym napisać, to łapię się niezawodnego sposobu na aktualizację bloga).
Zaczynamy!

-pierrot z II połowy XVIII w.


hehe, jak wspominałam wcześniej-Pszyczyna. Wymarzyłam sobie pierrota jakiegoś (albo caraco, bo pet en laira chyba bym nie uszyła xd)*. I żeby był w biało-czerwone paski, a spódnica czerwona. Paski w latach 80-90 noszono, chyba, więc byłoby ok. Kocham czerwony <3


-sukienka inspirowana Outlanderem


taktaktaktaktak


-Suknia dzienna z końca lat 1860.



Zdecydowanie bardziej wolę pierwszą turniurę :P. W sumie to nie wiem dlaczego, chyba ta ogrooomna spódnica. Kiedy zobaczyłam tę sukienkę to było takie "wow muszę to uszyć" Te kropeczki, te wstążki w przecudownym kolorze, który nawet nie wiem jak nazwać O.o


-tzw. Boarding suit z Titanica 1910s


Od dłuższego czasu dażę ten strój gorącą miłością, i mam nadzieję, że kiedyś go założę ;D


-sukienka edwardiańskiej pokojówki


To też kocham dzięki Titanicowi. W takiej sukience chętnie byłabym czyjąś służącą na jakimś reko xdd


-edwardiański kostium kąpielowy


no bo, no bo... Każdy by chciał, ok? Ale ja to zrobię w wakacje, mówię wam (no może nie ten konkretny, ale coś będzie)


-suknia klasy pracującej (xdd) dzienna z lat 1890-1910



Ja nie wiem, czym to jest powodowane, ale uwielbiam te "biedniejsze" sukienki. To też uszyję.


-suknia z lat 1890

Takie rękawy proszę *.*


-rosyjska suknia dworska

Po raz kolejny ujawniam moją sympatię do imperialnej Rosji. Ja wiem, że to jest taki kostiumowy level hard, ale patrzcie na te rękawy! Ja to zrobię. I nawet sama wyhaftuję.


I to tyle na dziś. Wiem, że większości tego nigdy nie uszyję, ale wiadomo, trzeba czymś zając myśli przed snem xd.

Pozdrawiam, do zobaczenia kiedyś


*co to jest dokładnie odsyłam do mądrzejszych, bo nie wiem jak wytłumaczyć xp
---------------------------------
as always, wszystkie obrazy z Pinteresta

sobota, 26 sierpnia 2017

"Ale mamo, ja nie chcę spać w tym staysie"-dziecięce gorsety cz.2

  Wreszcie przyszedł czas na drugą część posta o dziecięcych klatkach gorsetach, tych, którzy nie czytali pierwszej, odsyłam tutaj(no wiem, że miało być w lipcu, nieważne).

*na wstępie dodam, że wszystkie cytaty pochodzą z Wikipedii (są to fragmenty listów, tekstów itp. z XIX i XX wieku, publikowanych w ówczesnych gazetach) a dokładnie z tego artykułu, który btw naprawdę polecam, z rozdziałów "Dzieciństwo" i "Nastolatki"*

   A więc, skoro wygląd i historię tych gorsetów mamy już za sobą, możemy przejść do doświadczeń dziewiętnastowiecznych z nimi związanych. Wybiorę kilka tekstów, które przetłumaczę. Zaczynajmy!

A friend of mine has a wonderfully slender figure, which she says is the result of her mother putting a flannel band round her, when she was only a year old, to mould her soft bones. At six she wore a corded corset with whalebones, and at thirteen her mother had her tightly laced, making her waist only fifteen inches.
Moja przyjaciółka ma niesamowicie smukłą figurę, która, jak mówi, jest rezultatem tego, że matka owijała wokół jej [talii] flanelowy pasek , gdy miała tylko roczek, aby uformować jej miękkie kości. Mając sześć lat nosiła prążkowy(?) gorset z wielorybimi fiszbinami, a w wieku trzynastu matka wiązała ciasno [gorset], zwężając jej talię do piętnastu cali

   Jak widać autorka tego tekstu jest pod wrażeniem figury przyjaciółki. Metody matki tej dziewczyny mogą wydawać się trochę przerażające. Malutkiemu rocznemu dziecku już coś zakładała w "talii" (o ile można mówić tak w przypadku małego dziecka). 15 cali to w przybliżeniu 38 cm. Można to sobie wyobrazić.

...I know many mothers who are not only enthusiastic lacers themselves, but are very strict in employing this article of dress in the foundation of their children’s figures. Each of my own daughters – I have four – on her seventh birthday was provided with a snugly-fitting pair of corsets, which she wore from that time out, by night as well as by day, unless in case of decided illness. As the child grew, more bones were added, and the chest and hip measure was increased, but no alteration was made in the waist, and no expansion being allowed during the hours of sleep, its tenuity was retained and there was no necessity of resorting to tight-lacing, which becomes requisite where corsets are not worn until the figure has grown large. It goes without saying that I wear corsets myself, and though I have left youth far behind I still have a figure that provokes admiration ...
Wiem, że wiele matek nie będących entuzjastkami [mocnego] sznurowania się [w gorsecie], są bardzo surowe w stosowaniu tej części garderoby jako podstawy figur ich dzieci. Każda z moich córek-mam cztery-na swoje siódme urodziny otrzymywały wygodnie, bezpiecznie modelującą parę gorsetów, które nosiła od tamtego czasu, w nocy jak i w dzień, chyba że w przypadku choroby. Kiedy dziecko rosło, dodawano więcej fiszbin; zwiększały się wymiary klatki piersiowej i bioder, ale nie zmieniała się talia, ani nie dopuszczono do zwiększenia się jej podczas snu; jej wiotkość została zachowana i nie było potrzeby uciekania się do tight-lacingu, będącego wymaganym, gdy gorsetu nie noszono zanim ciało urosło. Oczywista, że ja też noszę gorset i pomyślałam, że mimo iż nie jestem już młoda, dalej mam figurę powodującą zachwyt.


(co to dokładnie jest tight-lacing to radzę sobie wyguglować, bo wątpię, że ja podałabym poprawną definicję. Odsyłam do mądrzejszych ;))


Fragment pamiętnika jakiejś dziewczynki:
June 5. — Yesterday aunt told me she was going to make me wear stays. Didn't like the idea, I have never worn even a tight-fitting dress. Aunt measured my waist and said I was “horrid clumsy.” She then laced me into a pair of stays. I shall never forget the sensation. I felt as if I was all crushed in. I could not bend, but had to sit up as stiff as a pole, and how my back ached! I longed for bed time, but that was no good. My aunt would not take them off, though I begged her to. What a night! I couldn't sleep. I tossed about, and every moment the pain seemed to increase.
June 9. — My stays hurt me worse than ever last night. I cut the laces. What a jolly night's sleep I had, but I caught it this morning. As soon as my aunt laced me up she punished me severely. I guess I'll think twice before cutting the laces again.
July 7. — I had a smaller pair of stays put on yesterday. They hurt me horribly at night. I cut the laces. My aunt again punished me, this time very severely. She says if I again offend she will make me remember. I guess I'll remember as it is.
April 10. — When I think of what I suffered with my stays, it seems very strange that they don't hurt me now. My waist is only 18 inches, and feels more comfortable than when I was squeezed in only a couple of inches. In fact, I think I enjoy the feeling of tightness. I know when I take off my stays to wash, I don't feel comfortable till I get them on again. And then I do guess my figure is sweet. Why, half the girls I know look like old dowdies. I guess my aunt was right, though I did think she was too horrid cruel.
 5 czerwca-Wczoraj ciocia powiedziała mi, że zamierza kazać mi nosić gorset. Nie podobał mi się ten pomysł, nigdy nie nosiłam nawet dopasowanych sukienek. Ciocia zmierzyła mi talię i powiedziała "okropnie niezgrabna". Potem zasznurowała mnie w gorsecie. Nigdy nie zapomnę tego uczucia. Czułam, jakby była zmiażdżona w środku. Nie mogłam się schylić, ale musiałam siedzieć sztywno jak słup, a jak mnie bolały plecy! Czekałam na noc, ale wtedy też nie było dobrze. Moja ciocia nie chciała, żebym go zdjęła, nawet kiedy ją błagałam. Co za noc! Nie mogłam spać. Wierciłam się, i w każdym momencie ból wydawał się być gorszy.

9 czerwca- Mój gorset sprawiał mi ból większy niż kiedykolwiek ostatniej nocy . Przecięłam sznurówki. Co za przyjemna noc, ale z zauważyłam to dopiero rano. Tak szybko jak moja ciocia zasznurowała mój gorset, ciężko mnie ukarała. Sądzę, że dwa razy pomyślę, zanim znowu przetnę sznurówki.

7 lipca-Dostałam wczoraj mniejszy gorset. Sprawiał mi okropny ból w nocy. Przecięłam sznurówki. Moja ciocia znowu ukarała mnie , tym razem bardzo ciężko. Powiedziała, że jeśli znowu to zrobię, popamiętam ją. Myślę, że będę pamiętać.

10 kwietnia (pewnie następnego roku)-Kiedy myślę, co cierpiałam przez mój gorset, wydaje się być dziwne, że teraz już nie sprawia mi bólu. Moja talia ma tylko 18 cali, i czuje się wygodniej niż gdy byłam ściskana tylko kilka cali. W rzeczywistości myślę, że podoba mi się uczucie ciasnoty[podczas noszenia gorsetu]. Wiem, że gdy zdejmuję gorset do czyszczenia, nie czuję się komfortowo do czasu, gdy założę go znowu. A następnie dochodzę do wniosku, że moja figura jest urocza. Dlaczego, połowa dziewczyn jakie znam wyglądają na stare i nieeleganckie. Sądzę, że moja ciocia miała rację, chociaż myślałam, że jest zbyt okrutna

Bardzo mnie ciekawi, ile ona mogła mieć lat. Jej ciocia chyba była naprawdę wymagająca. Z kolei autorka następnego tekstu ma zupełnie inne poglądy na ten temat:

Having read all the correspondence relative to tight-lacing, etc., in this department I really must give vent to a little of the indignation and disgust I feel for such unwomanly cruel measures as some of the mothers admit having recourse to. Let us train our daughters' figures by all means, but not at the expense of their needed rest, and by such cruel means as using padlocks, the rod, etc. Let me ask these mothers do they expect these poor injured daughters of theirs to grow up with anything approaching love, or even respect for them. Hatred of tyrants seems to be natural. I am afraid these mothers will find themselves no exception to this rule.
I have two daughters, one thirteen, the other fifteen, tall and well developed for their age. They wore corsets for the first time on their eleventh birthday. Since then they have worn them constantly in the daytime only. They are noted for their good figures, and are straight as an arrow. I certainly advocate the use of corsets to a reasonable extent. But in the name of humanity, let us not torture our dear children. If we, their parents, do that, who should shield them in every way, then God help and pity them. For my part I feel heartily ashamed of the so-called gentle sex I belong to. But I have one consolation, the certainty that those who resort to whipping, padlocks, straps, etc., are in the minority.
Przeczytałam wszystkie korespondencje odnośnie tight-lacingu, itd. w tym dziale i muszę dać upust mojemu oburzeniu i zniesmaczeniu, jakie czuję dla takich niekobiecych okrutnych działań, jakie część matek przyznaje się uciekać. Kształtujmy figury naszych córek, jak najbardziej, ale nie kosztem potrzebnego im odpoczynku, i tak okrutnych środków jak użycie kłódek, prętów, itp. Pozwólcie, że zapytam, czy te matki oczekują, iż ich biedne, pokrzywdzone córki dorastają z czymkolwiek zbliżonym do miłości, albo nawet  szacunkiem do nich. Nienawiść tyranów wydaje się być naturalna. Obawiam się, że te matki będą uważać się za wyjątek od tej reguły.
Mam dwie córki, jedną trzynasto-, drugą piętnastoletnią, wysokie i rozwinięte na nad swój wiek. Noszą gorsety od swoich jedenastych urodzin. Od tamtej pory noszą je ciągle, ale tylko w dzień. Są znane ze swoich dobrych figur, są proste jak strzała. Ja oczywiście opowiadam się za użyciem gorsetów w rozsądnym zakresie. Ale w imię człowieczeństwa, nie pozwólmy torturować naszych drogich dzieci. Jeśli my, ich rodzice, to robimy, my, którzy powinniśmy ochraniać je na każdy sposób, zatem tylko Bóg pomoże i ulituje się nad nimi. Z mojej strony  czuję się całym sercem zawstydzona tą rzekomą płcią piękną do której należę. Ale pocieszam się, że na pewno ci, którzy uciekają się do biczowania, kłódek, wiązania, itd. są mniejszością.


Po przeanalizowaniu tych tekstów doszłam do wniosku, że chyba ile kobiet, tyle było różnych zdań na ten temat. Ale my, współcześni, nie możemy oceniać tego przez pryzmat naszych zwyczajów. Takie były wtedy czasy, wąska talia była bardzo modna, to tak, jak dziewczynki życzące sobie na Pierwszą Komunię operacje plastyczne (chyba było coś takiego xd).
W każdym razie, dziękuję wszystkim, którzy dobrnęli do końca. Do następnego posta :D