Posty

Długa droga do Milton - "Północ i południe" Elizabeth Gaskell

Obraz
Nie ma chyba kostiumerki, która nigdy nie obejrzałaby słynnego miniserialu Północ Południe z 2004 roku (tak, tego z Richardem Armitage, znanym przede wszystkim z roli w Hobbicie). Sama poznałam go wiele lat temu i w końcu przyszedł czas na książkę. Lekko przerażona jej wielkością (prawie 600 stron!) zabrałam się do czytania.



   Historia opowiada o losach Margaret Hale, młodej i pięknej córki proboszcza z urokliwej wioski Helstone, której życie całkowicie zmienia się wraz z przeprowadzką do przemysłowego miasta Milton. Zyskuje sobie przyjaciół zarówno wśród prostych robotników fabryk włókienniczych, jak i ludzi wyższych rangą, w tym pana Johna Thorntona, który okaże się postacią niezwykle dla niej istotną.    Nie jest to powieść radosna, sielankowa. Razem z Margaret przechodzimy przez najbardziej burzliwe i dramatyczne lata jej życia. Śledzimy rozterki jej serca, razem z nią balansujemy między światem bogaczy i biedaków. Nietrudno wczuć się w wydarzenia - dzięki przyjemnemu językowi…

To nie kolejna pobożna książka - "Bóg zawsze znajdzie ci pracę" R. Brett

Obraz
Nieważne, czego pragniesz - na świecie jest na to miejsce. Ktoś potrzebuje tego, co masz do zaoferowania. Na świecie jest miejsce na twój głos. Ktoś czeka właśnie na niego. (Lekcja 11)


   To było moje pierwsze spotkanie z Reginą Brett. Do tej pory kojarzyłam ją tylko z religijnych książek i choć chciałam je przeczytać, nigdy nie doszło to do skutku. Aż do tej pory. Bóg zawsze znajdzie ci pracę zauważyłam na półce, w trakcie jednego z wielu moich popołudniowych spacerów po Empiku. Tytuł zdecydowanie mnie zainteresował - chyba każdy licealista mierzy się z obawami o swoją przyszłą karierę zawodową. Postanowiła więc dać szansę tej pozycji i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że się nie zawiodłam.
   Książka, wbrew pozorom, nie jest pustą motywacyjno - religijną mową o Bogu. To zbiór 50 lekcji (felietonów? esejów?) dotyczących szeroko rozumianego spełnienia zawodowego. Autorka opowiada o tym, jak odnaleźć swoją drogę życiową, jak uczynić każdy dzień w pracy ważnym i pełnym dobra, jak mierzy…

1950s college girl

Obraz
Ostatnio, w sumie całkiem już dawno, moje zainteresowanie historią mody objęło także dekady młodsze: lata 30, 40 i 50 XX wieku. Z początku zakochałam się w latach czterdziestych, pięknych fryzurach (nawet kupiłam sobie wałki! niestety, moje włosy w ogóle nie chcą się kręcić, dodatkowo są zbyt ciężkie, więc chyba muszę je mieć bardzo krótkie, żeby cokolwiek dało się zrobić), watowanych ramionach i spódnicach o idealnym dla mnie kroju. Moda ta jednak wydawała mi się trochę trudna do "zastosowania" w swojej szafie i zbyt oficjalna jak dla uczennicy liceum. Poza tym, jak już wspomniałam, mam problem z kręceniem włosów, a w latach 40 to królestwo mocno skręconych loków. Szukałam więc czegoś lżejszego, bardziej współczesnego i odpowiedniego dla osoby w moim wieku. Tym sposobem odnalazłam na Pintereście zdjęcia studenckiej młodzieży - oczywiście ze Stanów - z lat 40 i 50 (które także ostatnio uwielbiam). To był totalnie mój klimat! Lekko falowane włosy, także spięte w kucyk, sad…

Planujemy nowy outfit ~ 1895 !

Obraz
Kto czytał starsze posty wie, że strój na wydarzenia historyczne zaczynam szyć parę miesięcy przed, żeby wszystko dopiąć na ostatni guzik, wykończyć porządnie i nie martwić się o to, że zmarnowałam 5 m materiału na brzydką sukienkę. Korzystając więc z czasu wolnego, który podarował nam pan minister z powodu epidemii pewnego wirusa, znanego wszystkim doskonale, postanowiłam zająć się moją tegoroczną pszczyńską kreacją. Decyzję o tym, co sobie uszyję, podjęłam zadziwiająco szybko - nauczona poprzednimi piknikami, kiedy to poliestrowe tkaniny w połączeniu z upałem skutecznie powodowały moje cierpienia, stwierdziłam, że MUSZĘ jechać w czymś lekkim, bawełnianym lub lnianym, inaczej ugotuję się żywcem. Datowanie pikniku przypada na przełom XIX i XX wieku (dokładnie 1890-1910). Kierując się moją jawną miłością do Ani z Zielonego Wzgórza i bufiastych rękawów, pierwszym, co wpisałam w Pinteresta było hasło "1890 summer dress". Znalazłam suknię wręcz idealną, bawełnianą, letnią, o …

XII Bal szkocki

Obraz
W zeszłym miesiącu wzięłam udział w moim pierwszym balu historycznym, którym, jak wskazuje na to tytuł, był XII Bal Szkocki w Krakowie. Marzyłam o tym od dobrych trzech lat i wciąż trudno mi uwierzyć, że marzenie to spełniłam. Gwiazdy na szczęście mi sprzyjały, więc i termin, i datowanie, okazały się bardzo dla mnie dogodne.

   Tematem balu był serial "Outlander", dobrze znany wszystkim kostiumerom i rekonstruktorom. Osiemnastowieczną sukienkę miałam już w szafie, uszyłam ją na VII pszczyński piknik. By trochę tę moją anglezkę odświeżyć, doszyłam z tyłu guziki i tasiemki, którymi "podpięłam" spódnicę tworząc coś na kształt robe a la polonaise (właściwa nazwa tego typu sukni to robe a l'anglaise retroussee). Co do spódnicy spodniej, stwierdziłam, że muszę zrobić nową - stara, poliestrowa zdecydowanie nie wyglądała historycznie, a tym bardziej nie pasowała do szkockich klimatów "Outlandera". Zakupiłam więc brązową bawełnę i z małymi problemami po dro…

Podsumowanie 2018

Obraz
Jako że rok 2018 skończył się niedawno, przydałoby się go trochę go szyciowo podsumować w jednym miejscu. Być może nie był on tak intensywny, jak u innych dziewczyn, ale mimo to naprawdę świetnie się bawiłam!

   Zaczęło się od ogarniania sukienki na Pszczynę, która miała być moim Wielkim Kostiumowym Debiutem. Wiadomo, była bieliznagorset, a później sama sukienka i bonusowo cosplay z musicalu "Hamilton". Wiem, powtarzam się, ale ten piknik okazał się naprawdę spełnieniem moich marzeń i z niecierpliwością czekam na kolejny. Już powoli coś planuję i zaczynam robić, ale o tym kiedy idzie



   Później nadszedł czas na jakiś hamiltonowy cosplay dla mnie, co zakończyło się wieeeelką klapą (jak na razie) i o czym możecie poczytać tutaj : jak nie szyć sukienki

   Po tej jakże dramatycznej porażce zrobiłam sobie trochę szyciowej przerwy, by we wrześniu powrócić z wielką mocą, a dokładniej zaczynając ni to rekonstrukcję, ni to moją własną interpretację jakże uroczej sukienki z 1797 rok…

Szybka aktualizacja i co ostatnio wyszło spod stopki maszyny

Obraz
Wiem, wiem, trochę mnie nie było, i szczerze mówiąc jeszcze trochę mnie nie będzie-na dobre przepadłam w szkolno-konkursowym wirze. Postaram się jednak coś tutaj robić, a jeśli nie tu, to na Instagramie, na który zapraszam.

Dzisiaj z racji goniącego mnie czasu (książka do przeczytania na konkursik z polskiego :3) chciałabym pokazać i opisać Wam na czym aktualnie stoję w szyciu.

Z "większych" rzeczy ostatnio uszyłam sobie dwie genialne spódnice. Wiecie-długość za kolano, ładne, grube materiały i jedne z moich ulubionych krojów(takich w stylu retro można powiedzieć). Jestem naprawdę z siebie dumna, może napiszę kiedyś coś o tym, chociaż nie do końca wpisuje się w tematykę bloga.

Moja sukienka z 1797 roku też powolutku sobie powstaje. Gotowy jest cały stanik, nie licząc dziurek na wiązanie. Marszczenia z przodu wykończyłam i przyszyłam do przedniego panelu spódnicy. Zostały do zrobienia tylko te nieszczęsne dziurki, za które jakoś nie mam ochoty się zabierać :P, plisy z tyłu su…