środa, 18 października 2017

Łiszlista

Wena twórcza razem z czasem na szycie poszły sobie gdzieś, a teraz pewnie piją szampana i śmieją się z mojego zaniedbanego blożka. No trudno.
   Może głupio trochę się tłumaczyć, czemu mnie nie było, ale wiecie, przyszedł wrzesień, trzeba było zmienić tryb z wakacyjnego na szkolny, powieści wylądowały na szafce i czekają na wolny weekend, a zamiast nich na biurku zagościły podręczniki. Przyznam, że było to dla mnie trudne, bo starzy romantyczni koledzy poszli w odstawkę, a nowi tacy jacyś nieciekawi i zbyt naukowi, ale co zrobić.
   Do tego ambitna ja stwierdziła, że pójdzie na dwie olimpiady, bo luzik, da sobie rade.
I w konsekwencji tego moje życie to teraz poniedziałkowe oglądanie Outlandera (<3), nauka historii, wkuwanie do sprawdzianów i myślenie o
tychtrudnychidziwnychwierszachnakonkurszpolskiegooooo   
(włącznie z wkurzaniem się na Mickiewicza za jego chorą Odę do młodości i śmieszkowaniem ze Słowackiego), i innych nieciekawych rzeczach.
(tak naprawdę to nie powinnam pisać tego posta, tylko się uczyć xp)
(za dużo nawiasów xpxp)

   I tak to wygląda. Na żadnym evencie wiadomo, nie byłam, a jedyne co w ostatnim czasie wyszło spod moich paluszków i stopki maszyny to haft na osiemnastowieczną kieszeń i przerobiona, jeszcze nie skończona regencyjna halka (do tego mam jeszcze stays i chemise ale to kiedy indziej)
   Ale czasem lubię sobie pomyśleć. O przyszłorocznej Pszczynie (lol pewnie i tak nie pojadę ale pomarzyć można) i o innych sukienkach, które kiedyś uszyję. Stąd ten post.

   Generalnie to wszyscy (prawie xd) robią coś zwanego "Sukienkową wishlistą". No to ja nie będę gorsza (a skoro ostatnio nie mam żadnego pomysłu, o czym napisać, to łapię się niezawodnego sposobu na aktualizację bloga).
Zaczynamy!

-pierrot z II połowy XVIII w.


hehe, jak wspominałam wcześniej-Pszyczyna. Wymarzyłam sobie pierrota jakiegoś (albo caraco, bo pet en laira chyba bym nie uszyła xd)*. I żeby był w biało-czerwone paski, a spódnica czerwona. Paski w latach 80-90 noszono, chyba, więc byłoby ok. Kocham czerwony <3


-sukienka inspirowana Outlanderem


taktaktaktaktak


-Suknia dzienna z końca lat 1860.



Zdecydowanie bardziej wolę pierwszą turniurę :P. W sumie to nie wiem dlaczego, chyba ta ogrooomna spódnica. Kiedy zobaczyłam tę sukienkę to było takie "wow muszę to uszyć" Te kropeczki, te wstążki w przecudownym kolorze, który nawet nie wiem jak nazwać O.o


-tzw. Boarding suit z Titanica 1910s


Od dłuższego czasu dażę ten strój gorącą miłością, i mam nadzieję, że kiedyś go założę ;D


-sukienka edwardiańskiej pokojówki


To też kocham dzięki Titanicowi. W takiej sukience chętnie byłabym czyjąś służącą na jakimś reko xdd


-edwardiański kostium kąpielowy


no bo, no bo... Każdy by chciał, ok? Ale ja to zrobię w wakacje, mówię wam (no może nie ten konkretny, ale coś będzie)


-suknia klasy pracującej (xdd) dzienna z lat 1890-1910



Ja nie wiem, czym to jest powodowane, ale uwielbiam te "biedniejsze" sukienki. To też uszyję.


-suknia z lat 1890

Takie rękawy proszę *.*


-rosyjska suknia dworska

Po raz kolejny ujawniam moją sympatię do imperialnej Rosji. Ja wiem, że to jest taki kostiumowy level hard, ale patrzcie na te rękawy! Ja to zrobię. I nawet sama wyhaftuję.


I to tyle na dziś. Wiem, że większości tego nigdy nie uszyję, ale wiadomo, trzeba czymś zając myśli przed snem xd.

Pozdrawiam, do zobaczenia kiedyś


*co to jest dokładnie odsyłam do mądrzejszych, bo nie wiem jak wytłumaczyć xp
---------------------------------
as always, wszystkie obrazy z Pinteresta

sobota, 26 sierpnia 2017

"Ale mamo, ja nie chcę spać w tym staysie"-dziecięce gorsety cz.2

  Wreszcie przyszedł czas na drugą część posta o dziecięcych klatkach gorsetach, tych, którzy nie czytali pierwszej, odsyłam tutaj(no wiem, że miało być w lipcu, nieważne).

*na wstępie dodam, że wszystkie cytaty pochodzą z Wikipedii (są to fragmenty listów, tekstów itp. z XIX i XX wieku, publikowanych w ówczesnych gazetach) a dokładnie z tego artykułu, który btw naprawdę polecam, z rozdziałów "Dzieciństwo" i "Nastolatki"*

   A więc, skoro wygląd i historię tych gorsetów mamy już za sobą, możemy przejść do doświadczeń dziewiętnastowiecznych z nimi związanych. Wybiorę kilka tekstów, które przetłumaczę. Zaczynajmy!

A friend of mine has a wonderfully slender figure, which she says is the result of her mother putting a flannel band round her, when she was only a year old, to mould her soft bones. At six she wore a corded corset with whalebones, and at thirteen her mother had her tightly laced, making her waist only fifteen inches.
Moja przyjaciółka ma niesamowicie smukłą figurę, która, jak mówi, jest rezultatem tego, że matka owijała wokół jej [talii] flanelowy pasek , gdy miała tylko roczek, aby uformować jej miękkie kości. Mając sześć lat nosiła prążkowy(?) gorset z wielorybimi fiszbinami, a w wieku trzynastu matka wiązała ciasno [gorset], zwężając jej talię do piętnastu cali

   Jak widać autorka tego tekstu jest pod wrażeniem figury przyjaciółki. Metody matki tej dziewczyny mogą wydawać się trochę przerażające. Malutkiemu rocznemu dziecku już coś zakładała w "talii" (o ile można mówić tak w przypadku małego dziecka). 15 cali to w przybliżeniu 38 cm. Można to sobie wyobrazić.

...I know many mothers who are not only enthusiastic lacers themselves, but are very strict in employing this article of dress in the foundation of their children’s figures. Each of my own daughters – I have four – on her seventh birthday was provided with a snugly-fitting pair of corsets, which she wore from that time out, by night as well as by day, unless in case of decided illness. As the child grew, more bones were added, and the chest and hip measure was increased, but no alteration was made in the waist, and no expansion being allowed during the hours of sleep, its tenuity was retained and there was no necessity of resorting to tight-lacing, which becomes requisite where corsets are not worn until the figure has grown large. It goes without saying that I wear corsets myself, and though I have left youth far behind I still have a figure that provokes admiration ...
Wiem, że wiele matek nie będących entuzjastkami [mocnego] sznurowania się [w gorsecie], są bardzo surowe w stosowaniu tej części garderoby jako podstawy figur ich dzieci. Każda z moich córek-mam cztery-na swoje siódme urodziny otrzymywały wygodnie, bezpiecznie modelującą parę gorsetów, które nosiła od tamtego czasu, w nocy jak i w dzień, chyba że w przypadku choroby. Kiedy dziecko rosło, dodawano więcej fiszbin; zwiększały się wymiary klatki piersiowej i bioder, ale nie zmieniała się talia, ani nie dopuszczono do zwiększenia się jej podczas snu; jej wiotkość została zachowana i nie było potrzeby uciekania się do tight-lacingu, będącego wymaganym, gdy gorsetu nie noszono zanim ciało urosło. Oczywista, że ja też noszę gorset i pomyślałam, że mimo iż nie jestem już młoda, dalej mam figurę powodującą zachwyt.


(co to dokładnie jest tight-lacing to radzę sobie wyguglować, bo wątpię, że ja podałabym poprawną definicję. Odsyłam do mądrzejszych ;))


Fragment pamiętnika jakiejś dziewczynki:
June 5. — Yesterday aunt told me she was going to make me wear stays. Didn't like the idea, I have never worn even a tight-fitting dress. Aunt measured my waist and said I was “horrid clumsy.” She then laced me into a pair of stays. I shall never forget the sensation. I felt as if I was all crushed in. I could not bend, but had to sit up as stiff as a pole, and how my back ached! I longed for bed time, but that was no good. My aunt would not take them off, though I begged her to. What a night! I couldn't sleep. I tossed about, and every moment the pain seemed to increase.
June 9. — My stays hurt me worse than ever last night. I cut the laces. What a jolly night's sleep I had, but I caught it this morning. As soon as my aunt laced me up she punished me severely. I guess I'll think twice before cutting the laces again.
July 7. — I had a smaller pair of stays put on yesterday. They hurt me horribly at night. I cut the laces. My aunt again punished me, this time very severely. She says if I again offend she will make me remember. I guess I'll remember as it is.
April 10. — When I think of what I suffered with my stays, it seems very strange that they don't hurt me now. My waist is only 18 inches, and feels more comfortable than when I was squeezed in only a couple of inches. In fact, I think I enjoy the feeling of tightness. I know when I take off my stays to wash, I don't feel comfortable till I get them on again. And then I do guess my figure is sweet. Why, half the girls I know look like old dowdies. I guess my aunt was right, though I did think she was too horrid cruel.
 5 czerwca-Wczoraj ciocia powiedziała mi, że zamierza kazać mi nosić gorset. Nie podobał mi się ten pomysł, nigdy nie nosiłam nawet dopasowanych sukienek. Ciocia zmierzyła mi talię i powiedziała "okropnie niezgrabna". Potem zasznurowała mnie w gorsecie. Nigdy nie zapomnę tego uczucia. Czułam, jakby była zmiażdżona w środku. Nie mogłam się schylić, ale musiałam siedzieć sztywno jak słup, a jak mnie bolały plecy! Czekałam na noc, ale wtedy też nie było dobrze. Moja ciocia nie chciała, żebym go zdjęła, nawet kiedy ją błagałam. Co za noc! Nie mogłam spać. Wierciłam się, i w każdym momencie ból wydawał się być gorszy.

9 czerwca- Mój gorset sprawiał mi ból większy niż kiedykolwiek ostatniej nocy . Przecięłam sznurówki. Co za przyjemna noc, ale z zauważyłam to dopiero rano. Tak szybko jak moja ciocia zasznurowała mój gorset, ciężko mnie ukarała. Sądzę, że dwa razy pomyślę, zanim znowu przetnę sznurówki.

7 lipca-Dostałam wczoraj mniejszy gorset. Sprawiał mi okropny ból w nocy. Przecięłam sznurówki. Moja ciocia znowu ukarała mnie , tym razem bardzo ciężko. Powiedziała, że jeśli znowu to zrobię, popamiętam ją. Myślę, że będę pamiętać.

10 kwietnia (pewnie następnego roku)-Kiedy myślę, co cierpiałam przez mój gorset, wydaje się być dziwne, że teraz już nie sprawia mi bólu. Moja talia ma tylko 18 cali, i czuje się wygodniej niż gdy byłam ściskana tylko kilka cali. W rzeczywistości myślę, że podoba mi się uczucie ciasnoty[podczas noszenia gorsetu]. Wiem, że gdy zdejmuję gorset do czyszczenia, nie czuję się komfortowo do czasu, gdy założę go znowu. A następnie dochodzę do wniosku, że moja figura jest urocza. Dlaczego, połowa dziewczyn jakie znam wyglądają na stare i nieeleganckie. Sądzę, że moja ciocia miała rację, chociaż myślałam, że jest zbyt okrutna

Bardzo mnie ciekawi, ile ona mogła mieć lat. Jej ciocia chyba była naprawdę wymagająca. Z kolei autorka następnego tekstu ma zupełnie inne poglądy na ten temat:

Having read all the correspondence relative to tight-lacing, etc., in this department I really must give vent to a little of the indignation and disgust I feel for such unwomanly cruel measures as some of the mothers admit having recourse to. Let us train our daughters' figures by all means, but not at the expense of their needed rest, and by such cruel means as using padlocks, the rod, etc. Let me ask these mothers do they expect these poor injured daughters of theirs to grow up with anything approaching love, or even respect for them. Hatred of tyrants seems to be natural. I am afraid these mothers will find themselves no exception to this rule.
I have two daughters, one thirteen, the other fifteen, tall and well developed for their age. They wore corsets for the first time on their eleventh birthday. Since then they have worn them constantly in the daytime only. They are noted for their good figures, and are straight as an arrow. I certainly advocate the use of corsets to a reasonable extent. But in the name of humanity, let us not torture our dear children. If we, their parents, do that, who should shield them in every way, then God help and pity them. For my part I feel heartily ashamed of the so-called gentle sex I belong to. But I have one consolation, the certainty that those who resort to whipping, padlocks, straps, etc., are in the minority.
Przeczytałam wszystkie korespondencje odnośnie tight-lacingu, itd. w tym dziale i muszę dać upust mojemu oburzeniu i zniesmaczeniu, jakie czuję dla takich niekobiecych okrutnych działań, jakie część matek przyznaje się uciekać. Kształtujmy figury naszych córek, jak najbardziej, ale nie kosztem potrzebnego im odpoczynku, i tak okrutnych środków jak użycie kłódek, prętów, itp. Pozwólcie, że zapytam, czy te matki oczekują, iż ich biedne, pokrzywdzone córki dorastają z czymkolwiek zbliżonym do miłości, albo nawet  szacunkiem do nich. Nienawiść tyranów wydaje się być naturalna. Obawiam się, że te matki będą uważać się za wyjątek od tej reguły.
Mam dwie córki, jedną trzynasto-, drugą piętnastoletnią, wysokie i rozwinięte na nad swój wiek. Noszą gorsety od swoich jedenastych urodzin. Od tamtej pory noszą je ciągle, ale tylko w dzień. Są znane ze swoich dobrych figur, są proste jak strzała. Ja oczywiście opowiadam się za użyciem gorsetów w rozsądnym zakresie. Ale w imię człowieczeństwa, nie pozwólmy torturować naszych drogich dzieci. Jeśli my, ich rodzice, to robimy, my, którzy powinniśmy ochraniać je na każdy sposób, zatem tylko Bóg pomoże i ulituje się nad nimi. Z mojej strony  czuję się całym sercem zawstydzona tą rzekomą płcią piękną do której należę. Ale pocieszam się, że na pewno ci, którzy uciekają się do biczowania, kłódek, wiązania, itd. są mniejszością.


Po przeanalizowaniu tych tekstów doszłam do wniosku, że chyba ile kobiet, tyle było różnych zdań na ten temat. Ale my, współcześni, nie możemy oceniać tego przez pryzmat naszych zwyczajów. Takie były wtedy czasy, wąska talia była bardzo modna, to tak, jak dziewczynki życzące sobie na Pierwszą Komunię operacje plastyczne (chyba było coś takiego xd).
W każdym razie, dziękuję wszystkim, którzy dobrnęli do końca. Do następnego posta :D


wtorek, 27 czerwca 2017

Romanowie na fotografii #1

   Post bardzo spontaniczny, ale jutro wyjeżdżam na niecałe 3 tygodnie, a później na kolejne 10 dni, więc nie wiem, jak to będzie w te wakacje, a tutaj bardzo mało się dzieje.

   Jak pewnie nikt jeszcze nie wie, ostatnio mam w głowie tylko historię Romanowów (ostatnia dynastia carów w Rosji), a szczególnie ostatniej carskiej rodziny i chcę coś w końcu o nich napisać.
   Mało osób wie, że Mikołaj II uwielbiał fotografować swoją rodzinę(na serio, chyba żadna panująca rodzina z tamtego okresu aż tylu zdjęć nie miała).
 Dzisiaj więc przegląd kilku przynajmniej dla mnie zabawnych ujęć,  które dowodzą, że car też człowiek, a tytuł wielkiej księżnej nie zobowiązuje do ciągłego bycia damą.

nie za bardzo wiem, co tu się dzieje (Maria i Anastazja)

idealnie pokazane stosunki między młodszym i starszym rodzeństwem (Olga i Anastazja na Tatianie)

to jest po prostu urocze! Maria śpi #1 (Anastazja i Maria z ojcem)

Mikołaj całuje kochaną żonę Aleksandrę <3

to zdjęcie robi za moją tapetę na telefonie (Mikołaj, tajemniczy pan, Anastazja)

nie wiem do końca, który z nich to car

takie tam, z wakacji (Mikołaj z synem)

Maria śpi #2 (Tatiana i Maria)

kocham to zdjęcie! jest takie prawdziwe i naturalne (Maria, Aleksy, Mikołaj)

hehe (Mikołaj i Aleksandra)
Mikołaj daje Anastazji spróbować papierosa #yolo
Olga czyta, Maria śpi #3
Anastazja spadająca z krzesła, nie bez powodu mówili na nią Szwybzik (rozbójnik)

każde z dzieci cara miało takiego jakby oficera-nianię, który zajmował się nim na statku (rozmazane, nie wiem, kto na nim jest)


   I to chyba tyle. Wiem, dużo tego, ale naprawdę nie mogłam się powstrzymać. Takich zdjęć jest więcej, chyba kiedyś zrobię 2 część.
Tymczasem pozdrawiam, miłych wakacji,

Patty

*wszystkie zdjęcia z Pinteresta*


P.S.
Jakby co, to:
-żona Mikołaja II-Aleksandra Fiodorowna Romanowa
-córki (od najstarszej): Olga, Tatiana, Maria, Anastazja Mikołajewne Romanowe
-syn-Aleksy Mikołajewicz Romanow

P.S.#2
Wie ktoś co (niedrogiego!) nadaje się na fiszbiny do osiemnastowiecznych stays?

niedziela, 18 czerwca 2017

Wiktoriański sposób na wąską talię-dziecięce gorsety(cz. 1)

   Aktualnie to z moim szyciem jest bardzo dobrze, wszystko już prawie pokończone, nawet wykrój na osiemnastkowy stays narysowałam (!<3), ale nie o tym dzisiaj.
   Przydałoby się coś konkretniejszego w końcu napisać, więc powstał pomysł na zrealizowanie tego, co chciałam zrobić już od jakiegoś czasu.
   Mianowicie: przez już prawie rok mojego zainteresowania historią ubioru zdążyłam przeczytać multum blogów o tej tematyce. Nie znalazłam jednak prawie nic o dziecięcych gorsetach. No i ktoś przecież musi napisać coś takiego, bo temat jednak ciekawy. I jak się pewnie domyślacie, zrobię to ja. Podzielę to na dwie części. Pierwsza będzie ogólnie o wyglądzie i budowie tych gorsetów (żebyśmy wiedzieli o czym rozmawiamy), a druga już konkretniej, o podejściu ówczesnych matek i dzieci do tematu, doświadczeniach dziewiętnastowiecznych z tym związanych, itp. Tyle słowem wstępu. A więc, zapraszam Was na mój pierwszy mądry post :D

   Aż to XIX wieku z ubrankami dziecięcymi nie było zbyt ciekawie. Były to po prostu miniaturowe suknie dorosłych (tak SUKNIE-falbanki i wstążeczki nie tylko dla dziewczynek, chłopców również w to wciskano). A jako, że do takich strojów potrzebna jest odpowiednia bielizna, i dzieciom tego nie oszczędzano.

Dziecięcy stays, nie różniący się niczym od dorosłego... no, chyba że wielkością źródło

Nie, to nie dziewczynka. Przed Wami mały Ludwik XIV źródło

   Lecz przyszła rewolucja francuska, a razem z nią rewolucja w modzie. Odrzucenie sztywnych gorsetów, znaczne uproszczenie no, praktycznie wszystkiego. I pojawiły się ubranka specjalnie dla dzieci. Ale nie o tym dzisiaj.

   Weźmiemy na warsztat gorsety z 2 poł. XIX wieku.  Jak wiadomo, od około lat 20 (dziewiętnastki oczywiście) do... praktycznie przez następne sto lat była moda na mega wąską talię. A kiedy najlepiej kształtuje się talię jak nie w wieku dziecięcym?
 
   Czyli chodziło generalnie o to, że jak jest się dzieckiem, wiadomo, rośnie się, wszystkie narządy dopiero się kształtują, to łatwiej jest przeprowadzać coś, co znane jest pod nazwą "tight lacing" (czyli po prostu robienie swojej talii węższą, przez m.in. spanie w gorsecie, mocne wiązanie, kupowanie coraz mniejszego(jak coś to proszę mnie poprawić #1). Więc korzystano z tego i szyto swoim córkom gorsety. Oczywiście, gorsety te znacznie różniły się od tych dla dorosłych. Miały mniej fiszbin, ramiączka, itd.
   Fragment artykułu z The New York Times, nie mam pojęcia z którego roku:
From the time an infant wears dresses, a kind of broad belt is used, with shoulder pieces. To this, the child's undergarments are buttoned. Little girls wear these until they are about 7 years of age. From this time, the belt has rather more shape, and the back part is supported on both sides by a whalebone or a very soft steel spring. From the age of 10 to 12 years, another bone is added in the back. Corsets for young ladies have busks, narrow whalebones, and very soft steel springs. Ladies' corsets of satin or other material have jointed busks, and are drawn in over the hips, making the front of the corsets very long. źródło

A teraz moje profesjonalne, bardzo luźne tłumaczenie, więc jak coś to proszę mnie poprawić (#2):

Od czasu, kiedy niemowlak nosi sukienki, zakłada mu się szeroki pas z ramiączkami. Do tego, bielizna dziecięca jest zapinana (na guziki?). Małe dziewczynki noszą to do 7 roku życia. Od tego czasu, pas nabiera kształtu, a tył jest usztywniony od dwóch stron wielorybimi fiszbinami, albo bardzo miękkimi, stalowymi. Pomiędzy 10 a 12 rokiem życia, inna fiszbina jest dodana z tyłu. Gorsety dla młodych kobiet mają bryklę, wąskie wielorybie fiszbiny i bardzo miękkie stalowe. Kobiecy gorset z satyny lub innego materiału ma połączone brykle będące naciągnięte na biodra, co robi przód gorsetu bardzo długim.

No, skoro przebrnęliśmy przez ten angielski fragment, trochę bliżej mu się przyjrzymy. Mówiąc w skrócie:

-0-7 lat: 
Tutaj chyba nie ma zbyt wiele do gadania, zwykły pasek w talii, może kilka fiszbin.

Mogło to wyglądać tak, aczkolwiek nie jestem pewna źródło


-7-12 lat:
 Jeszcze nie jest tak źle, Wiadomo, trochę więcej fiszbin. Mogło to wyglądać tak:


źródło


-12 wzwyż:
Tutaj już gorset robi się gorsetem, wiadomo, bardziej usztywniony, dodana brykla, itd.

źródło

Inne przykłady dziecięcych gorsetów:


źródło

 źródło

Ten jest już edwardiański: dłuższy, bardziej zachodzi na biodra  źródło

Tutaj bardzo ładnie widać różnice tych gorsetów w zależności od wieku właścicielki źródło

Prawie każda reklama należy do firmy Ferris xd  źródło

W opisie zdjęcia było, że to gorset dla 15-latki źródło

A tutaj od lat 8 do 13 źródło

   Nie trudno jest zauważyć, że wszystkie te gorsety mają guziki, na pewno dużo wygodniejsze od sztywnej brykli. Do tego ramiączka, czasem regulowane. Jak dla mnie one wszystkie podobne są do regencyjnych long staysów :D
   Zastanawiaj mnie też te guziki po bokach. Jakieś specjalne zapięcia na pończochy? Z reklam wynika że tak.

   Zadziwiające jest to, jak te gorsety się różnią. W sensie takim, że jeden jest przeznaczony dla 10-latki, a bardzo podobny nagle dla 15-latki. Trzeba jednak pamiętać, że te gorsety nie są z jednego okresu. Lata 1870, 1890. Może po prostu z czasem gorsety dziecięce stały się trochę lżejsze, czego innego wymagano od samych dzieci. Do tego doszła reforma pod koniec XIX wieku, co pewnie miało też na to wpływ. Wydaje mi się, najważniejsze były jednak osobiste preferencje matki, które mogły się różnić w zależności od środowiska, w którym żyła. Więc na przykład we Francji mogło się  inaczej traktowanać temat niż w Stanach Zjednoczonych(oczywiście przykład wymyślony, nie wiem, jak to było naprawdę) ale o tym za niedługo :).

   Zapraszam też na mojego Pinteresta (link jest też podany na bocznym pasku), na którym znajdziecie między innymi tablicę w całości poświęconą gorsetom dziecięcym.

   Mam nadzieję, że dobrze to wszystko streściłam i o niczym nie zapomniałam. Ja tymczasem Was pozdrawiam i zapraszam do komentowania, co o tym sądzicie.

Patty

P.S.
Tak w ogóle to dzisiaj ma urodziny  (a, zaszalejmy z tytułem) Wielka Księżna Anastazja Nikołajewna Romanow (1901-1918), najmłodsza córka Mikołaja II, tak w ramach ciekawostki. Ona też w sumie dziecięce gorsety pewnie nosiła, więc od tematu nie odbiegam... Napiszę może kiedyś o niej samej i jej siostrach.

środa, 10 maja 2017

Trochę przemyśleń

   Nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że ten blog umarł zanim tak naprawdę się narodził. Miałam jakiś kryzys. Nie w szyciu, ale w pisaniu. I nie chodzi mi tylko o pisanie bloga. Zaczęte opowiadanie, pamiętnik i zeszyt na wiersze czekają, aż w końcu coś stworzę.
  A co robię zamiast pisać? Siedzę w internecie bez żadnego celu. Czytam książki (choć to akurat ubóstwiam i nie sądzę, że jest złe). I wiele innych rzeczy, od których dużo bardziej wolałabym pisać, ale skarżę się na brak czasu.
  Wracając jednak do bloga. Z powodu kilku czynników zaczęłam przejmować się niepotrzebnie i obawiać. Kiedy o nim myślałam, czułam dziwną niechęć. Zapomniałam jednak o najważniej rzeczy: robię to głównie dla siebie. Przykre, że przypomniałam sobie o tym dopiero niedawno.
   Oprócz tego nie mam pomysłów na posty. Chciałabym robić tu coś więcej, a nie tylko pokazywać to, co uszyłam. Może coś o interesujących postaciach z przeszłości? Tylko, że każdy może o tym przeczytać w internecie. Recenzje filmów i książek? Nie umiałabym napisać czegoś takiego.
   I właśnie tak się zniechęcam. Patrzę tylko na stronę odbiorców bloga (których i tak nie ma xd) zamiast na to, czego ja chcę.(oczywiście, gdyby któraś zabłąkana duszyczka zostawiła kiedyś jakiś komentarz byłoby mi niezmiernie miło :*)
   Muszę przestać tak robić. Przejmować się ludźmi. Zacząć robić tutaj coś, czego ja chcę.
   Moje pierwsze obawy, które towarzyszyły mi podczas zakładania bloga, to czy ktoś, kogo znam trafi tutaj. Tak na dobrą sprawę to jest praktycznie niemożliwe. Ale jeśli już by trafili. Wiecie co? Ich sprawa. Będą mieć jakiś problem? Ich sprawa. Nie obchodzi mnie to.
   Ludzie zawsze będą mieć o coś pretensje. Tak jest już ułożony świat. Nikt tego nie zmieni. Trzeba nauczyć się spełniać marzenia i robić to, co się lubi, nie zastanawiając się co pomyślą inni. Bo to jest tylko i wyłącznie nasze życie. Jeśli nawet wszyscy się od nas odwrócą, ich problem. widocznie nie byli nas warci. Wiem, brzmi głupio i naiwnie. Ale takie jest moje zdanie. Kto zupełnie się ze mną nie zgadza, niech pierwszy rzuci kamień.
   Będę starała się teraz ponownie odnaleźć radość z pisania bloga. Robić to tylko dla siebie. Bo to ma mnie dawać satysfakcję. Czy tak będzie? Nie wiem. Nie mam pojęcia, jak się dalej sprawy potoczą. Mam jednak nadzieję, że dobrze :D

Patty

Charles Courtney Curran-"Sunlit Valley" 1920
źródło


P.S.
Nie wiem skąd u mnie takie przemyślenia. Prawdopodobnie przez serial "13 reasons why". Przynajmniej w końcu wyrzuciłam to z siebie.

czwartek, 20 kwietnia 2017

Pantalony

(kreatywny tytuł, wiem)
Po długim czasie trudów i zmagań z szyciem czegoś tak skomplikowanego, jak pantalony, w końcu piszę posta.
Co do historii tej części garderoby, to może napiszę tylko kilka słów wprowadzenia, bo znając mnie pewnie coś bym pomieszała.

Pantalony to oczywiście tzw. "majtki z dziurą(każdy wie gdzie)". Na początku musiały nosić je aktorki, tancerki, kurtyzany i inne kobiety wykonujące nieszanowane ówcześnie zawody. Później, (regencja) zakładano je dzieciom. Wraz z modą na krynolinę, pantalony zaczęły ubierać wszystkie kobiety, aby, kiedy stelaż niespodziewanie się podniesie lub podwinie, nikt nie zobaczył nóg (wtedy nogawki sięgały do kostek, i nie były ze sobą połączone) :-D. Z czasem pantalony skróciły się i złączyły w kroku xd

Celowałam w lata 90 XIX wieku (tak samo jak z chemise). Czy wyszło? Nie wiem.
Kilka przykładów:


źródło

Ogólnie to na początku szycia bardzo się wkurzyłam, bo nie dość, że naźle wykroiłam pantalony-były za wąskie i za krótkie w pasie, to jeszcze mojej maszynie się coś zaczęło dziać (tym cosiem była źle włożona igła i nitka wciągnięta do tego czegoś, gdzie wkłada się szpulkę w bębenku-tak, wiem, moje profesjonalne nazewnictwo).
Ale w końcu wyszłam na prostą (chociaż przy przymierzaniu przedarły mi się w kroku-na szczęście tego nie widać).

proszę o aplauz

najmocniej przepraszam, tym razem za nieciekawe tło i selfie w lustrze :-(


Miałam duży problem z decyzją, czy robić zszyte w kroku czy nie. Na zdjęciach i reklamach, wydaje mi się, że jest pół na pół, zszyte tylko z przodu (w ogóle na tej reklamie, której zdjęcie zamieściła, pod niektórymi rysunkami znajduje się intrygujący napis "open or closed". Może późnowiktoriańskie damy miały wybór?). Tak też robiłam.
Wydaje mi się jednak, że powinny sięgać talii. No, ale trudno.
Co do ozdób, prawie do samego końca byłam niezdecydowana. Na początku planowałam zrobić jedną falbankę i wykończyć jej górną krawędź wstążką (czyli tak jak jest teraz). Później stwierdziłam, że będzie się to gryzło ze skromną chemise, więc postawiłam na dwa paski ze wstążek. A jako że nie potrafię równo szyć, to nie wyglądało estetycznie, a przy wypruwaniu podarłam trochę nogawkę (ciiiii), wróciłam do falban. A poza tym miałam za mało wstążki. I tak kupowałam ją do falban. Nieważne.
Jestem zadowolona. Efekt końcowy bardzo mi się podoba (a szczególnie ta śmiesznie wystająca z tyłu chemise xd)

Już zaczęłam szyć sukienkę-zostało mi wykończenie dołu i rękawów, zrobienie stójki i zapięcia.

Pozdrawiam,
Patrycja

poniedziałek, 6 marca 2017

Na dobry początek-chemise

Chemise, jeżeli ktoś nie wie, to podstawowy element bielizny historycznej. Jest to koszulka "na sam spód",noszona praktycznie pod wszystkim. Zapobiegała otarciom od gorsetu i wchłaniała pot, więc reszta ubrań pozostawała czysta.
No, to chyba tyle w tej kwestii. Oczywiście, można by się o tym dłużej rozpisywać, ale nie po to piszę ten post.

Moja chemise powstała jeszcze w drugiej połowie lutego. Jest pierwszym elementem garderoby potrzebnym do sukienki z 1890s.

Jest uszyta z prześcieradła z second handu (50% bawełny, 50% czegoś poliestrowego, ale co mi tam). Wykrój mój własny, przerobiłam ten na bluzkę (wykrój btw przypomina trochę średniowieczną sukienkę xd)
Chemise nie ma rękawków, sięga do kolan, ma okrągły dekolt. Jest trochę skromna, ale mnie tam się to podoba. Przynajmniej nadmiar koronek nie będzie się odznaczał pod suknią.

Kilka przykładów z epoki:
źródło


Moja w sumie najbardziej przypomina tą trzecią od lewej w dolnym rzędzie. Chociaż... Nie przypomina żadnej xd
źródło

A oto przedstawiam wam moją wersję:

*fanfary*-albo raczej świerszcze...


Od razu przepraszam za zdjęcia. Robione jakimś starym aparatem, a do tego chemise leży na dywanie.

heh, znowu krzywe zdjęcie

 No więc tak to wygląda. Szału ni ma. Ale mnie się podoba. Wygląda nawet uroczo :)

i tutaj już jest trochę gorzej. Za nic w świecie nie potrafię równo podwinąć i przeszyć dekoltu. Ścieg jest krzywy, ogólnie nie wygląda to estetycznie. Do tego te dziwne, nieładne marszczenia.
Wiem, mogło być lepiej. Mogłam się bardziej postarać. Wciąż jeszcze nie szyją tak dobrze, jakbym chciała. Czasem coś źle wymierzę, wytnę, zszyję... Ale gdyby ludzie nie popełniali błędów, nie mieliby się na czym uczyć. W końcu ćwiczenie czyni mistrza, nie?

No, to chyba tyle w tej kwestii. Teraz zajmę się szyciem już wykrojonych pantalonów :D Albo lepiej robieniem zadania i nauką, bo zamiast tego piszę posta.

Pozdrawiam,
Patrycja